-A co jeżeli nie wstanę tak mniej więcej do 12 ?
-To profesor nietoperz podaruje Ci taki szlaban, że do końca życia będziesz wstawała punkt 6 bez zająknięcia.
-Brzmi dobrze, chyba skorzystam.
-Nie ma mowy, to nasz pierwszy dzień! - pociągnęła mnie za nogę i boleśnie wylądowałam na podłodze teraz już wiem, że z Millicenta pobudki nie będą miłe.
Będąc w łazience usłyszałam załamany głos, że nas zabiją jak się spóźnimy na zajęcia, co bardzo mnie rozśmieszyło w końcu zajęcia mieliśmy mieć w tym samym budynku, a nie 10 km dalej.
-Gotowa!
-Nareszcie dziewczyno jest 8:40
Byłam anty bieganie i nie rozumiem naszego pośpiechu no, ale skoro one biegły to nie mogłam zostać w tyle. Pokój wspólny był pusty co dodawało mu mrocznego klimatu nie miałam jednak aż tyle czasu by się nad tym zastanawiać. Dobiegając do Wielkiej Sali zauważyłam profesora Snape przy naszym stoliku co nie wróżyło nic dobrego.
-Wstały nareszcie księżniczki - powitał nas "radośnie" profesor - oto wasze plany.
I odszedł jak gdyby nic się nie stało co wprawiło mnie w lekkie zaskoczenie, ponieważ tyle się nasłuchałam, że jest on bardzo surowy i zawsze daje szlabany, a tu proszę upiekło nam się.
Usiadłam między Pansy, a jakimś czarnoskórym chłopakiem. Z planu zajęć wynikało, że zostało mi mniej niż 15 min do ich rozpoczęcia, a ja jeszcze nie zaczęłam jeść! Szybko smarowałam moje tosty masłem orzechowym przy czym część spadła mi na szatę. Szlag jasny by to trafił mruknęłam do siebie próbując zetrzeć plamę.
-Hej na spokojnie śniadanie nie ucieknie - zaczął chłopak siedzący obok mnie.
-No nie byłam bym taka pewna.
-Ja jestem więc możesz spokojnie jeść. A tak swoją drogą Blaise jestem.
-Anastazja.
-Ahh no tak dziewczyna, która panikowała na łódce.
-Coo ? Skąd wiesz ? - zanim zdążył mi odpowiedzieć dodałam - Malfoy.
-Mamy razem dormitorium i tak mu się jakoś wymsknęło.
-Ja mu dam wymsknęło.
W połowie pierwszego tosta drugi, który był na talerzu zniknął a ja popatrzyłam znacząco na chłopaka.
-Miałaś rację. - zaśmiał się - ale to dobrze, bo może nie spóźnimy się na transmutację.
Chciałam zapytać "my", ale kiedy podniosłam głowę zrozumiałam, dlaczego mówił tylko do mnie. W końcu przy stole z pierwszorocznych zostaliśmy tylko nasza dwójka czyli dobrze myślałam, że moje koleżanki z dormitorium zostaną tylko koleżankami, a nie przyjaciółkami.
-Ziemia do Anastazji. - machnął mi przed oczami Blaise - dalej chodź bo McGonagal da nam szlaban, a wiesz, że te zajęcia mamy z Gryffindorem, więc zrobi to z wielką przyjemnością.
Wydałam z siebie jakiś nie zidentyfikowany dźwięk i ruszyłam za nowo poznanym kolegą. Moja brudna szata nie dawała mi spokoju, a wiem, że do 15 na pewno jej nie zmienię. W połowie pierwszego piętra Blaise przyśpieszył, a z jego krokami to ja musiałam biec, znowu dzisiejszego ranka. Dzięki temu, że przyśpieszyliśmy tempa profesor nie zdążyła jeszcze zamknąć drzwi, więc teoretycznie się nie spóźniliśmy. Niestety na moje nieszczęście musiałam siedzieć z chłopakiem i to na samym początku sali.
"-Transmutacja jest najbardziej złożonym i niebezpiecznym rodzajem magii, jakiego będziecie się uczyć w Hogwarcie." rozpoczęła McGonagal, a ja już wiedziałam, że to nie będą ciekawe zajęcia, przynajmniej nie na początku. A kiedy dodała, że mamy nie zmieniać miejsca w sali ani osoby z którą siedzimy wiedziałam, że te zajęcia będą o wiele za długie.
Przez godzinę zajęć przepisywaliśmy masę regułek i wskazówek dotyczącej udanej transmutacji. Ręka wysiadła mi po pierwszych 15 min, ale nie mogłam choćby na moment odpuścić pisania, bo zgubiłabym wątek i już nigdy do niego nie powróciła. Przez ostatnie 30 min zajęć mieliśmy spróbować zamienić zapałkę w igłę. Z początku szło to opornie, ale po chwili było już widać efekty.
-No proszę pannie Granger i pannie Shafiq się udało. 10 pkt dla Gryffindoru i 10 pkt dla Slytherinu.
-Jak Ty to zrobiłaś ? - majaczył Zabini, a zaraz do niego dołączyła Dafne.
-Dar moi drodzy, to jest dar.- zaśmiałam się.
-Mamy i naszą kujonke. - przed salą do eliksirów pojawił się Draco, Crabbe, Goyle i Pansy
-Cześć Draco, Ciebie też miło widzieć.
Stałam tak z moimi "kolegami" z domu i cały czas w głowie miałam to, że do nich nie pasuje i nie wiem jak się z nimi zaprzyjaźnić. A oni jak na złość do mnie lgnęli.
-Anastazja! Wreszcie Cię znalazłem. - odwróciłam Cię zdezorientowana do Taylora, a moi znajomi przyglądali się z zaciekawieniem.
-A szukałeś mnie bo ?
-Hmm no pomyślmy może dlatego, że od wczoraj się nie widzieliśmy ? o! a może dlatego, że z nami nie rozmawiałaś ? i może też dlatego, że przyszedł do Ciebie list ?
-Podobno się nie znamy.
-Mayi może i nie znasz ale mnie tak. Trzymaj. - wręczył mi kopertę, a ja już wiedziałam, że to od rodziców. - Dobra trzymaj się mała, daj czadu na eliksirach, a ja wracam na swoje zajęcia. - musnął moje czoło i tyle było go widać.
Za nim padło jakie kolwiek pytanie odpowiedziałam 'mój brat' i wzięłam się za otwieranie listu. Niestety zanim dobrałam się do zawartości przyszedł Snape i musiałam poczekać kolejne zajęcia na odczytanie go.
Po pierwszych 10 min wiedziałam, że będąc w Slytherinie nie jesteśmy narażeni na dużą krytykę nietoperza, za to Gryfonom obrywało się za każdy nawet najcichszy dźwięk. Odniosłam wrażenie, że polubię się z tymi zajęciami. Na pierwszej części zajęć była teoria i to bardzo dogłębna, a w drugiej części robiliśmy napój leczący z czyraków. Szczerze mówiąc na początku nie miałam zielonego pojęcia co robię i dwa razy się zawahałam co nie umknęło uwadze drogiego profesora, ale zanim zdążył mnie z krytykować lub coś podobnego, Longbottom wylał swój napar i mocno mu się oberwało za to.
Kiedy zajęcia dobiegły końca ku mojemu zdziwieniu Snape wezwał mnie i Draco do siebie.
-Malfoy, Shafiq pozbierajcie eliksiry z ławek i postawcie u mnie na biurku.
-ale - już zaczął Draco, ale nie zdążył dokończyć
-To nagroda, a nie kara. - rzekł nauczyciel i wyszedł z sali
-Ładna mi też nagroda, obiad stygnie a nie. - mruknęłam biorąc swój eliksir i odkładając go w wyznaczone miejsce.
-Jakby nie mógł zrobić tego czarami.
Staraliśmy się odłożyć wszystko jak najszybciej, ale i tak straciliśmy prawie 10 min naszej przerwy. Do Wielkiej sali szłam ramię w ramię z blond kolegą.
-Jesteś czystej krwi ? - zapytał nagle
-Co za pytanie ? Oczywiście, że tak.
-To dobrze.
-Dobrze, bo ?
Jednak nie zdążył mi odpowiedzieć, bo już dochodziliśmy do naszego stołu. Teraz nie wiem czy padło mi na wzrok przez te opary z eliksirów czy właśnie Pansy zabija mnie wzrokiem.
-O co Ci chodzi ? - szepnęłam do niej przez stół
-Wiesz o co. - dyskretnie w jej mniemaniu spojrzała na blondyna, a ja o mało nie udławiłam się zupą.
Jeżeli ona po jednym dniu się w nim zakochała to ja boję się co będzie dalej czuje, że nie będzie się z nią dało żyć w jednym pomieszczeniu.
-Pomożesz mi przy transmutacji ? - prawie znowu udławiłam się zupą gdy to usłyszałam.
-Czy wy ludzie chcecie mnie dzisiaj zabić ? Dlaczego ja mam Ci pomagać ? - zapytałam Blaise.
-Może dlatego, że Tobie jedynej udało się zamienić zapałkę w coś co przypominało igłę ?
-To nie jest trudne, trochę wysiłku i wszystko Ci wyjdzie.
Myślałam, że da mi spokój, ale ten ciągle wyczekująco się we mnie wpatrywał. Jadłam dalej i próbowałam go ignorować, ale nie wytrzymałam.
-Dobra, dzisiaj wieczorem w pokoju wspólnym.
Po obiedzie na którym zjadłam tyle, że ledwo wstałam z miejsca stwierdziłam, że mam jeszcze trochę czasu, więc pójdę do lochów przebrać tę piekielną szatę.
W pokoju wspólnym były same starsze roczniki, na moje nie szczęście wpadłam na jakiego chłopaka w stroju do quidditcha.
-Przepraszam, bardzo się spieszę i - zaczęłam, lecz nie dokończyłam, bo doszło do mnie, że to nie ma sensu.
-Nic nie szkodzi, jest dobrze.
-Całe szczęście, nie chciałam już pierwszego dnia "załatwić" zawodnika drużyny. - zaśmiałam się
-Oj tak Marcus do końca szkoły by Ci tego nie wybaczył.
-Będę jego utrapieniem, bo zamierzam startować do naszej domowej drużyny.
-To czekam, bo dawno kobiety u nas w drużynie nie było. Tak w ogóle to Terence jestem.
-Anastazja. - podałam mu rękę - na jakiej pozycji grasz ?
-Jestem szukającym.
-Nudy - zaśmiałam się - o cholibka, zaraz się spóźnię. - dodałam widząc zegar nad kominkiem.
-Miło było Cię poznać i do zobaczenia na kwalifikacjach do drużyny.
-Do zobaczenia.
I kolejny raz tego dnia musiałam biec. Wpadłam do dormitorium jak burza, wyrzuciłam połowę mojego kufra i szybko się przebrałam. Ze starej szaty wypadł mi list który miałam przeczytać jeszcze przed eliksirami. Nie wiele myśląc wyciągnęłam kartkę z koperty i usiadłam na moim łóżku, a chwilę później na moich kolanach pojawił się Żabert. Zaczęłam drapać go po uchu i otworzyłam list.
Cześć córeczko (siema dziewczyno, tata kazał dopisać nie wiń mnie).
Maya wysłała wczoraj do nas sowę, że trafiłaś do Slytherinu, nawet nie wiesz jak jesteśmy z Ciebie dumni. Przynajmniej rozstrzygnęłaś nasz spór.
Dziadek Leon był trochę nie pocieszony i stwierdził, że tiara pewnie oszukuje.
Nie masz się czym przejmować, bo wiemy, że dobrze trafiłaś. Tata domaga się pióra...
Kocham Cię córeczko. Mama.
Moja mała dziewczynka rządzi w Slytherinie, dobra robota!
Teraz możesz im pokazać jak się gra w qudditcha, na pewno znajdzie się dla pierwszoroczniaka miejsce w składzie.
Nie daj się nikomu i pokaż z jakiej rodziny jesteś.
Kocham Cię. Tata.
PS Podrap Żaberta pod lewą łapką i powiedz, ze to ode mnie. Edward Wspaniały.
Na ostatnie zdanie taty zaśmiałam się i uświadomiłam sobie jak za tymi ludźmi tęsknię. Już miałam brać się za odpisywanie, kiedy zabrzmiał dzwon oznajmiający rozpoczęcie zajęć, a ja przecież mam właśnie zielarstwo. Zerwałam się szybko z łóżka zrzucając przy okazji Żaberta, złapałam potrzebne rzeczy i znów pobiegłam.
-A niech Cię Terence, zacznij się rozglądać. - mruknęłam na starszego Ślizgona, kiedy znów pojawił się nie oczekiwanie na mojej drodze, ten tylko zaśmiał się na moje słowa, może i powiedział coś, więcej, ale ja już wybiegałam z pokoju wspólnego. Gnałam ile miałam sił w nogach do cieplarni numer jeden gdzie mieliśmy zajęcia z profesor Sprout i Ravenclaw.
-Dzień dobry - wpadłam do pomieszczenia zdyszana - przepraszam bardzo za spóźnienie, ale coś mnie zatrzymało.
-Już dobrze, dobrze. Zajmij swoje stanowisko i słuchaj. - odpowiedziała nauczycielka.
Na szczęście nie byłam jedyną co się spóźniła chwilę po tym jak zajęłam swoje miejsce do cieplarni weszła jakaś Krukonka.
Niby miałam słuchać na tych zajęciach, ale jakoś nie mogłam skupić się na słowach. Wydaje mi się, że nie dogadam się z tymi roślinami. Na dzisiejszych zajęciach zajmowaliśmy się diabelskimi sidłami, które swoją drogą mogą mi się w przyszłości przydać.
-Panny, które się spóźniły zostaną tutaj jeszcze chwilę ze mną. - ogłosiła po zajęciach pani Sprout.
Kiedy szklarnia opustoszała pani profesor kontynuowała - chciałabym abyście mi pomogły przenieść te doniczki na tył, bo zaraz przyjdzie mi tu piąty rok, na powtórki do SUM i nic nie zrobimy.
Z wielką nie chęcią wzięłam się za przenoszenie glinianych donic, (które swoją drogą były ciężkie) na drugi koniec pomieszczenia. Było ich 20, więc ja zajmowałam się jedną stroną stołu, a Krukonka drugą.
Po dobrych 30 minutach wyszłyśmy wymęczone z cieplarni i wyklinające spóźnienie.-Tak swoją drogą koleżanko od kary jestem Anastazja, a Ty ?
-Lisa i wiesz co ? chyba zdążymy jeszcze na podwieczorek.
-O nie, ja już dzisiaj nie mam zamiaru biegać tylko i wyłącznie spacer.
Moja towarzyszka nie doli tylko się zaśmiała, ale nie przyśpieszyła kroku chyba miała równie zabiegany dzień co ja.
Kiedy weszliśmy do Wielkiej Sali większość miejsc przy stołach było pustych.
-Wiesz, jeżeli chcesz możesz usiąść przy naszym stoliku. - powiedziała Lisa
-To nie jest raczej dobry pomysł, ale myślę, że możemy wziąć coś na wynos i pójść na dziedziniec.
Do realizacji mojego pomysłu przeszłyśmy natychmiast, wszelkiego rodzaju ciastka wkładałyśmy do kieszeni naszych szat, a to co miało krem trzymałyśmy w rękach. Obładowane wszystkim wyszłyśmy na zewnątrz gdzie przebywała duża część szkoły.
-Opowiedz coś o sobie - zachęciłam - wiesz od 24 godz otaczam się tylko Ślizgonami.
-A więc jestem czystej krwi, od wielu pokoleń, chociaż moja rodzina jakoś nie szczególnie się przejmuje czystością. Jak połowa mojej rodziny trafiłam do Ravenclaw niestety jestem najmłodsza i moja starsza siostra jest na ostatnim roku. Dopiero poznaje ludzie z mojego domu i idzie mi to opornie.
-I stwierdziłaś, że zaprzyjaźnienie się z Ślizgonką będzie łatwiejsze ?
-Nie patrzę kto z jakiego jest domu, kleiła nam się rozmowa przy tych doniczkach więc stwierdziłam, ze jesteś fajną osobą. Dobra teraz Ty opowiadaj o sobie.
-Toż się nagadałaś. Też jestem czystej krwi, jakby to miało jakieś znaczenie na początku rozmowy no, ale nie ważne. U mnie w rodzinie z reguły czarodzieje trafiają do Gryffindoru albo do Ravenclow, a tu proszę trafiłam się ja która jest w Slytherinie i nikt nie wie jak do tego doszło. Nie no tiara na pewno wie. Mam brata, który jest Krukonem w 4 klasie i siostrę Gryfonkę w 3 klasie. I staram się dogadywać z ludźmi z mojego domu, co jest dla mnie trudne.
Dopóki nie skończył nam się prowiant, tak sobie siedziałyśmy i rozmawiałyśmy o naszym życiu i doświadczeniach. Myślę, że mogę się zaprzyjaźnić z Lisą, ponieważ jest pierwszą osobą w Hogwarcie z którą jakoś się dogaduję.
Wracając do pokoju wspólnego spotkałam jeszcze mojego brata, który o dziwo bardzo chętnie przedstawił mnie swoim przyjaciołom.
Na koniec dnia wróciłam do pokoju wspólnego i wzięłam się za pisanie wypracowania na zielarstwo. Miałam tylko nadzieję, że uda mi się napisać coś więcej niż tylko jeden pergamin. Z roślinnego transu wyrwał mnie mój czarnoskóry kolega.
-Tu jesteś wszędzie Cię szukałem.
-Wiesz siedzę tutaj już dobrą godzinę.
-Dobra masz mnie wcale Cię nie szukałem, ale miałem nadzieję, że jak to powiem to będziesz dla mnie gram milsza.
-Hej! Przecież ja jestem miła.
-Dobra jesteś i nie mówię tego tylko dlatego, że potrzebuję pomocy z transmutacji.
Przez dłuższą chwilę targowałam się jeszcze z Blaise co będę miała za pomoc i uzgodniliśmy, że do końca miesiąca będzie pisał za mnie ewentualne zadania na zielarstwo, bardzo ten układ mi się spodobał. Nie chciałam wiedzieć skąd wykombinował zapałki więc od razu przeszłam do rzeczy która nas interesowała. Kiedy byłam w trakcie kolejnej zamiany mojej zapałki w igłę, ktoś znowu mi przeszkodził.
-Cześć młoda.
-Cześć Terence. - uśmiechnęłam się do niego przyjaźnie. - Co Cię do mnie sprowadza ?
-Możemy chwilkę porozmawiać ? Sami ? - tu znacząco spojrzał na Blaise, który następnie spojrzał na mnie i czekał na reakcję. Nie mogłam zrobić nic innego jak tylko pokiwać mu głową, aby odszedł na chwilę.
-Stary na co ta cała szopka ?
-Mam poufne informacje z drużyny qudditcha więc nikt nie może się dowiedzieć.
-Więc mówisz mi o nich ?
-Czuję, że możesz być dobra, więc tak. Za 3 tygodnie zaczyna się nabór do drużyny, a dopiero za 2 tygodnie są lekcje latania na miotle, a więc musisz się spiąć i nauczyć się dobrze latać w jakiś tydzień. Generalnie Marcus ma w głowie mniej więcej obstawione pozycje, ale mam ochotę jedną osobę wyrzucić z naszego składu i tu będzie szansa dla Ciebie.
-Co masz na myśli mówiąc "wyrzucić" ?
-Wiesz jakieś przypadkowe zderzenie na miotle, wypicie jakiegoś eliksiru czy coś takiego.
-Dobra czyli wiem, że lepiej Ci nie podpadać, bo znasz sztuczki jak się łatwo pozbyć człowieka.
-Jak mój plan wypali to możesz być spokojna.
-Jasne.
-Jakby co to niczego nie wiesz. A co do transmutacji musisz się bardziej skupić na efekcie, poszerz swoją wyobraźnie, pomaga uwierz mi.
Czy ja pierwszego dnia muszę być sensacją ? Zapamiętać nie zadawać się z ludźmi starszymi od siebie, bo dla reszty jest to dziwne.
-Kolejny Twój brat ? - zapytał Blaise
-Nie, powiedzmy że kolega z domu.
-Groził Ci ?
-Co ? Skąd Ci to w ogóle przyszło do głowy ?
-No wiesz on jest od nas dużo starszy coś musi być na rzeczy skoro z Tobą rozmawia.
-Blaise nie pogrążaj się, bo nasza nauka skończy się tu i teraz.
Przez resztę nauki chłopak starał się skupić na swoim zadaniu i już nie poruszał tego tematu.
Około 21:30 ruszyłam do swojego dormitorium z zamiarem pójścia w błogi sen.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz