Po krótkiej chwili; dla mnie aż za krótkiej w ramionach taty znalazła się reszta mojego rodzeństwa i nie przeszkadzałoby mi to gdyby nie fakt, że jestem w samym środku tego uścisku i zaczynam się dusić.
- Dobra dobra zostawcie trochę miłości dla mamy - zaśmiał się tata głaszcząc Maye po włosach.
- Dla mamy zostało jeszcze duuuużo - wydusiłam
- To musiał być ciężki rok skoro się tak stęskniliście.
- Jak zawsze ciężki - odparł Taylor
- Nie przesadzaj - prychnęła Maya
- A jak dla mnie było dobrze.
- Pierwszy raz w Hogwarcie zawsze jest dobrze - zaśmiał się tata - O ja! Żabert - i tyle pozostało ze zwracania uwagi na swoje dzieci.
Kiedy tata witał się z Żabertem moje rodzeństwo i ja wzięliśmy nasze kufry w dalszy zakątek peronu aby móc się spokojnie teleportować wprost przed drzwi naszego domu. Miałam wielką nadzieję, że w naszej okolicy jest również tyle śniegu co w Hogwarcie.
- No dobrze! Wszyscy gotowi ? Żabert gotowy ? To złapcie się za łapki i w drogę.
Najgorszy a zarazem najlepszy czarodziejski środek transportu to właśnie teleportacja zawsze po niej przewraca mi się w żołądku dobrze, że hogwarckie śniadanie było już jakiś czas temu. Jest również najlepszy ponieważ w krótkim czasie można przenieść się o kilkadziesiąt kilometrów.
Przed domem można było wyczuć atmosferę świąt. Tata z pomocą dziadków na całym domu powiesił mugolskie lampki, a nasz dom gdyby nie bariera magiczna byłby widoczny z kosmosu.
- Fiu fiu postaraliście się w tym roku - zagwizdała Maya - Mama wyraziła na to zgodę ?
- Gdyby nie wyraziła to by nie wisiało...
- W sumie racja.
Jako pierwsza ruszyłam do środka. Bardzo tęskniłam za ciepłem rodzinnego domu, za chwilą spokoju i nie myśleniem o następnym dniu.
- Moje małe orlątka! - rzuciła się na nas mama - ekhem - wtrąciła Maya - Oj i gryfiątko i wężątko.
- Ehh kto by pomyślał, że każde dziecię będzie w innym domu - mruknął z progu tata
- Widocznie nie jesteśmy takie mądre, żeby trafić do Ravenclaw... ani tacy odważni żeby trafić do Gryffindoru - dokończyłam z bratem.
- Każde z was jest wyjątkowe i to jest najważniejsze. A teraz zmykać myć ręce, bo dzisiaj czeka was najlepszy obiad.
- Zapiekanka a'la Leti! - pisnął Taylor
I właśnie tego mi w Hogwarcie brakował, głupiego cieszenia się z zapiekanki. Chociaż ta nie była głupia, była najlepszą zapiekanką na świecie. Nawet Maya nie skomentowała pisku Taylora, bo sama bardzo cieszyła się na dzisiejszą obiado - kolację. Będąc w łazience przypomniała mi się akcja dziadków z zieloną farbą, musiałam szybko biec sprawdzić czy rodzice sobie z tym poradzili!
Wchodząc do salonu, zastanawiałam się czy trafiłam do dobrego domu. To pomieszczenie wyglądało zupełnie inaczej kiedy wyjeżdżałam do szkoły. Ściany nadal pozostały zielone, ale był to ładny butelkowy kolor, który nadawał szlachetności temu miejscu. Na jednej ze ścian wisiały duże zdjęcia w ramach jak się domyśliłam były to zdjęcia autorstwa mamy lecz ku mojemu zdziwieniu one się nie ruszały! Pod zdjęciami stała nasza stara kanapa. Na wielkiej ścianie gdzie stał kominek pojawiła się również biblioteka od podłogi aż do sufitu. Nawet nie miałam pojęcia, że mamy tyle książek w domu. Przy kominku stały dwa fotele. W kąt poszedł fortepian taty, a na środku pojawił się duży stół z krzesłami. W rogu przy wejściu stała wielka jeszcze nie ubrana choinka.
- Halo! Czy ja trafiłam do dobrego salonu ? - przy moim boku zjawiła się mama
- Ta piękna zieleń nie chciała zejść, dlatego musieliśmy trochę przearanżować to miejsce. Biblioteka to pomysł taty, była to największa ściana więc bardzo chciał ją przykryć.
- A te zdjęcia ? To Twoje dzieło ?
- Oczywiście! Musiałam tylko użyć zaklęcia Immobulus, ponieważ nie dało się tutaj usiedzieć gdy to wszystko się ruszało.
- Zaklęcie zamrażające, sprytnie mamo - mój brat pochwalił mamę z wyraźną aprobatą.
- O fuj, czy tu musi być tak zielono ?
- Zadaje sobie to pytanie codziennie - w salonie znajdowała się już cała rodzina.
- Wy z Gryffindoru macie widoczny wstręt do tego koloru.
- Kto normalny chce przebywać na codzień w takich barwach ? brr
- Ja
- Powiedziałam normalny!
- Maya!
- No co mamo ? Nigdy nie tolerowałam Slytherinu i teraz też nie zamierzam.
Nim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, moja siostra już zdążyła wyjść z salonu i pójść do swojego pokoju.
O dziwo przez te kilka miesięcy w Hogwarcie zdążyłam już się przyzwyczaić do niechęci ze strony innych uczniów, także jakoś szczególnie mnie to nie dotknęło. Mimo iż była to moja siostra to nigdy jakoś specjalnie nie miałyśmy ze sobą dobrego kontaktu, tylko kiedy musiałyśmy.
- Czy w szkole często się tak zachowywała ? - zapytała mama
- Nie, nawet po eliminacjach An do Qudditcha była miła i spędziła z nami wieczór.
- Nie martw się kochanie, tutaj wszyscy należymy do jednego domu. - przytulił mnie tata - i nie mówię tego tylko dlatego, że bardzo bym już zjadł tę zapiekankę.
Mama zrozumiała aluzję i ruszyła od razu do kuchni, a ja wraz z moim bratem postanowiliśmy, że ten krótki czas przed obiadem wykorzystamy na rozpakowanie naszych kufrów. Będąc samotnie w moim pokoju, który nie miał nic wspólnego ze Slytherinem ani nawet Hogwartem poczułam się jakby ostatnie miesiące były snem, a ja się właśnie obudziłam. To miejsce wyglądało tak samo jak 1 września kiedy z niego wyszłam.
***
25.12.1991
To już dziś! Najbardziej magiczne święto ze wszystkich świąt. Od samego rana czuć niesamowitą atmosferę która ogarnia nasz dom. Tylko nie wiem czy to zasługa mamy, która już od wczesnych godzin biega po kuchni czy taty który puszcza na starym gramofonie płyty, które mógłby by pamiętać Merlina. Jednego byłam pewna będzie to wyjątkowy czas.
Przez ostatni tydzień spałam bardzo długo, wydaje mi się że odsypiałam ten czas kiedy Mili wyrzucała nas z łóżek bardzo wcześnie. Niestety dziś w ten najpiękniejszy dzień w roku mój ukochany tatuś postanowił zabawić się w elfa a może bardziej w gnoma i już o 8 rano zapewnił swoim dzieciom śnieżna pobudkę. Nad każdego głową za pomocą magii zawisła grudka śniegu, która punktualnie z uderzeniem zegara wybijającego godzinę upadła na nasze twarze.
- Ojciec wraca do gry! - usłyszałam z holu krzyk taty
- Ojciec niech się lepiej pilnuje, bo ja nie zapominam - wykrzyknęła wzburzona Maya
W odpowiedzi usłyszeliśmy jedynie złowieszczy śmiech taty, który skłonił mnie do refleksji czy po zejściu na dół nie czeka na nas więcej niespodzianek.
Kiedy normalnie kłócilibyśmy się kto pierwszy zajmuje łazienkę tak dzisiaj staliśmy we trójkę przy jednej umywalce i myliśmy zęby. Nie dla tego, że się stęskniliśmy za sobą czy też dlatego, że były święta, otóż przyczyna była inna a mianowicie obawialiśmy się ataku taty oraz postanowiliśmy wspólne odegranie się.
- Co powiecie na śmierdzący eliksir w butach ? - podsunęła Maya.
- Nie, skutek będzie taki, że w całym domu będzie śmierdzieć a przecież też tu mieszkamy. A co powiecie na przyklejenie kubka taty do stołu ?
- Banalne. Może zrobimy wywar zaciemniający umysł ? - podsunęłam, w prawdzie nigdy go nie robiłam ale czytałam o nim.
- Nie wiemy jak się go robi. Jeżeli dobrze kojarzę jest to dopiero na 5 roku.
- Dobra wiecie co ? Pójdźmy narazie najprostszym sposobem, śnieg za śnieg. Zaczarujemy kilka śniegowych kul, które będą gonić tatę, a jeżeli się zatrzyma to zostanie nimi zbombardowany.
- Uczysz się od Weasleyów nieźle. Ja się zgadzam.
- Ja również - przytaknął Taylor. Nic tak nie zachęca i podbudowuje mojej siostry jak przyznanie jej racji.
Nie mieliśmy zbyt wiele czasu na ubranie się dlatego od razu w piżamach wybiegliśmy na balkon i ulepiliśmy osiem śnieżek, a następnie musieliśmy zawołać mamę do zaczarowana kul ponieważ żadne z nas nie mogło używać magii.
- Nie chciałam się w to mieszać - zaczęła mama - ale się wmieszam, bo zamiast mi pomagać to dziwnie tańczy w salonie. Mam tylko nadzieje, że dobrze wypowiem zaklęcie i te śnieżne kule nie staną się kulami ognia.
Mama wykonała zaklęcie, którego nauczyła ją Maya a kule od razu wystrzeliły w głąb domu.
- A teraz marsz się ubierać i biada wam jak któreś zachoruje!
Na odchodne krzyknęła jeszcze, że chce nas widzieć zaraz na śniadaniu. Z salonu dochodziły krzyki pomieszane ze śmiechem, obawiam się że tata dobrze bawi się przy naszej zemście...
Reszta dnia minęła na pomaganiu mamie oraz spiskowaniu. Finalnie trzy kule „zginęły” w ogniu naszego kominka, a reszta wylądował na głowie taty. Pewnie spiskom nie było by końca gdyby mama nie zarządziła rozejmu, głównie zrobiła to po to abyśmy bez żadnych szkód ubrali choinkę.
Tradycyjnie przed czasem umówionym pojawili się dziadkowie oraz siostra taty z rodzinom.
Ciocia Adrienne mieszka w Ameryce Północnej, ponieważ jej mąż Martin właśnie stamtąd pochodzi. Mają oni trójkę dzieci; Cynthia, która jest w wieku Mayi i uczęszcza do szkoły Ilvermorny, Cordelia, która jest rok młodsza ode mnie oraz Tiana, półtoraroczne dziecko, które tylko krzyczy.
Co drugi rok święta spędza również z nami brat taty, wujek Ignacio wraz ze swoją rodzina. Niestety w tym roku święta spędzają u rodziny jego żony.
Mama z ciocia kończą przyrządzanie kolacji w kuchni. Męska część rodziny zasiadła przy kominku i dyskutowała o różnicach między Ministerstwem Magii a MACUSA do męskiej części należał również Taylor który próbował zgrywać znawcę, ale kiepsko mu to szło. Babcie z małą Tiana stały przy choince i próbowały ją przekonać do czegoś ciekawszego niż płacz. Maya z Cynthia zamknęły się u mojej siostry w pokoju, a ja z Cordelia nakrywałyśmy do stołu. Podczas tej czynności za namową mojej kuzynki opowiadałam jej jak jest w Hogwarcie i co robiłam przez ostatnie 3 miesiące.
Punkt 19:30 jak nakazuje tradycja naszej rodziny usiedliśmy wszyscy przy stole. Potrawy przygotowane przez mamę wyglądały i smakowały lepiej niż w szkole nie wiem czego to była zasługa, ale nie miałam zbyt wiele czasu aby się nad tym zastanawiać, ponieważ co chwile ktoś wypytywał mnie jak tam nauka, jak tam szkoła, czy mam jakiś przyjaciół oraz najważniejsze pytanie wieczoru... skąd ten Slytherin ?! Zaczynam podejrzewać, że moja rodzina wcale mnie nie zna.
Późnym wieczorem kiedy już ledwo patrzyłam na oczy ze zmęczenia i przejedzenia nasza rodzina postanowiła wrócić do siebie. A ja bez zbędnego zastanawiania przebrałam się w piżamę i od razu zasnęłam.
Następnego dnia z własnej woli cała rodzina wstała bardzo wcześnie, ponieważ każdy chciał zobaczyć swój prezent!
Mama od taty dostała nowy aparat, ponieważ i to właśnie była jedna z niespodzianek dla nas, od przyszłego roku czyli już za kilka dni wraca do pracy w „Proroku codziennym”.
Od Mayi dostała zestaw samowiążących się sznurowadeł do butów.
Od Taylora dostała książki młodego pisarza, który dopiero wchodził na rynek.
A ode mnie dostała zdjęcie jej i taty na ostatnim roku w Hogwarcie. Znalazłam je w Izbie Pamięci, a z pomocą Hagrida udało mi się uzyskać odbitkę do tego zrobiłam papierową ramkę i prezent gotowy.
Tata od mamy dostał płyty do gramofonu, chyba razem z moim rodzeństwo w duchu dziękowaliśmy, że większość czasu nie ma nas w domu.
Od Mayi dostał ten sam zestaw co mama. Wychodzi na to, że teraz oboje będą chodzić w dobrze zawiązanych butach.
Od Taylora zestaw piór do pisania z atramentem.
A ode mnie zeszyt ze zbiorem najlepszych psikusów i kawałów, który w większości sama wymyśliłam a z częścią pomogli mi znajomi oraz bliźniacy ale o tym nie widzieli.
Maya od mamy dostała „niezwykłe” perfumy oraz książkę o której za dużo nie wiem, ponieważ to była tajemnica i tylko moja siostra mogła ją odkryć.
Od taty dostała organizer prac domowych, który wprawi go w bardzo dobry humor dlatego, że będzie wydawało nieznośny dźwięk do póki nie weźmie się za odrabianie lekcji. Zaczynam się obawiać, że każde z nas może takie dostać.
Od Taylora dostała wielkie pudełko ze słodyczami.
A ode mnie mniejsze pudełko ze słodyczami i obrazek w ręcznie robionej ramce. Obrazek wykonała Dafne, a przedstawiał on gryfa pożerającego węża. Bardzo długo musiałam prosić moją przyjaciółkę o to, ale wiedziałam, że bardzo się spodoba mojej siostrze.
Taylor od mamy dostał pierwsze wydanie książki o magicznych stworzeniach z podpisem Newta Scamandera.
Od taty dostał organizer prac domowych. Mogłam już spodziewać się mojego prezentu, ale pozostaje we mnie płomyk nadziei, że może jednak tata mnie kocha.
Od Mayi dostał zestaw samowiążących się sznurowadeł oraz pudełko słodyczy. Zaczynam podejrzewać, że umówiła się z tatą na dublowanie prezentów.
A ode mnie dostał książkę pt. „ W powietrzu z Armatami”, była to jego ulubiona drużyna dlatego mogłam się spodziewać, że się spodoba. Do kompletu dołożyłam pudełeczko ze słodyczami.
Ja od mamy dostałam album ze zdjęciami, które zrobił mi mój brat podczas pierwszego meczu w Quidditcha. Jedno jest pewne zakopie ten album głęboko w moich szatach.
Od taty dostałam to ustrojstwo, które będzie dźwięczeć na cały zamek jeżeli nie odrobię pracy domowej oraz wielki zdradziecki uśmiech.
Od siostry dostałam sznurowadła dzięki, którym teraz cała nasza rodzina będzie chodziła w pięknie zawiązanych butach! Oraz pudełko ze słodyczami.
Od brata dostałam kompas miotlarski oraz ogromne pudełko ze słodyczami.
Po prezentach zjedliśmy ogromne śniadanie, które głównie składało się z wczorajszej kolacji. A resztę dnia spędziliśmy na graniu w czarodziejskie gry planszowe!
Tak właśnie minęły mi najmagiczniejsze dni w roku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz