wtorek, 23 października 2018

8. czarodziejska żaba

Ostatnimi zajęciami przed Nocą Duchów były zaklęcia z profesorem Flitwickim. Dzisiaj pierwszy raz mieliśmy użyć „Wingardium Leviosa”. Lekcje te mieliśmy wszyscy razem, w czterech rzędach ławek każdy dom siedział razem.  Siedziałam pomiędzy Pansy a Blaisem, niestety moim partnerem dzisiaj był ten drugi.
- Blaise skup się, musimy być lepsi niż Granger i Weasley.
- No no wreszcie mówisz po ślizgońsku.- popatrzyłam na niego najbardziej porażającym wzrokiem jaki miałam w swoim zanadrzu.
- Dobrze już dobrze. Powtórz mi jeszcze raz zaklęcie i ruch.
- Uduszę Cię Zabini.
- Nie zdążysz, jestem szybszy.
- Zrobię to w nocy kiedy będziesz spać. Owinę Twój pasek od spodni wokół szyi i dziurka po dziurce będę zaciskała.
- Zaczynam się Ciebie bać dziewczyno. 
Zanim jeszcze pan Fitwicki kazał nam wykonać zadanie wytłumaczyłam mojemu partnerowi zaklęci i ruch. Naprawdę zależy mi na byciu lepszą od Hermiony i nie chodzi tutaj tylko o to że jesteśmy z wrogich domów, a o to że zawsze się „kłócimy” raz ona jest lepsza a raz ja. Zaczyna mnie to powoli męczyć, ponieważ  to ja jestem najlepsza. Blaise ma racje zaczynam zachowywać się jak typowy ślizgon... 
Zdecydowanie za dużo czasu spędzam w pokoju wspólnym.
„Vingardium Leviosa” raz, drugi i nic piórko nawet nie drgnęło.
- Hej odpuść trochę, bo aż przybrałaś kolor Gryffindoru.
- Dafne, akcent na przód czy tył ?
- Na przód.
No tak - walnęłam się teatralnie dłonią w czoło.
Powtórzyłam czynność jeszcze raz i tym razem się udało, przed samą księżniczką Granger.
- Proszę zobaczyć pannie Shafiqu się udało! 20 pkt dla Slytherinu.
Nie minęła minuta a profesor krzyknął.
- Pannie Granger również się udało! 15 pkt dla Gryffindoru.
Posłałam jeden z „piękniejszych” uśmiechów mojej dobrej „koleżance”
- Osiągnęłaś to co chciałaś ? - szepnął Blaise
- Nie widać ? Zebrałam chyba polowe pajęczyn z sufitu.
- Pst kujonko - dźgnął mnie Malfoy który siedział za mną.
- Powiedz tak jeszcze raz do mnie a nie dożyjesz Bożego Narodzenia.
- Nie zrobiłabyś tego.
- Chcesz się przekonać ? Znam więcej zaklęć niż Ty i Twoi „przyjaciele”.
- Panno Shafiq panie Malfoy jakiś problem ?
- Nie panie profesorze wszystko w porządku.
Przed dzisiejszym wieczorem musieliśmy jeszcze odrobić lekcje czym była zawiedziona, ponieważ nie mogłam doczekać się kolacji i zobaczenia dekoracji w Wielkiej Sali.
Idąc do biblioteki po książkę z Historii Magii spotkałam moją siostrę Maye.
- Cześć młoda. Taylor ma dla Ciebie przesyłkę od rodziców. Idź po nią do wieży Ravenclaw, która jest na zachodzie.
- A nie możecie podać mi jej przy kolacji ? - zapytałam z nadzieją że nie będę musiała krążyć po Hogwarcie szukając owej wieży.
- Maya wywróciła w swój sposób oczami i dodała - ta kolacja jest uroczysta a nie taka jak zawsze. Po prostu idź do Taylora.
- Ehh dobra. A teraz wybacz ale spieszę się do bibliotek.
Czasami naprawdę nie lubiłam mojej siostry. Jest bardzo zarozumiała i pewna siebie co wykorzystuje przeciwko mnie. Chyba będę musiała na święta wymyślić parę psikusów dla niej, aby w końcu zaczęła mnie doceniać.
Przed biblioteką okazało się, że czeka na mnie zadowolony Irytek.
- Ktoś tu się jest zdenerwowany. - zawył
- Irytku wpuść mnie do środka.
- Eee zastanówmy się... NIEEE!
Chyba go rozzłościła bo do krzyków zaczął rzucać we mnie kredą.
- Nie widzisz z jakiego jestem domu ?! Powiem wszystko Krwawemu Baronowi. - krzyknęłam prawie tak głośno jak Irytek
Jakby magicznym zaklęciem mój dręczyciel się ulotnił, a ja mogłam wejść.
- Dzień dobry, - szepnęłam do bibliotekarki.
Z księgą grubą jak Hagrid, ruszyłam w poszukiwania pokoju wspólnego Ravenclaw. Ja jak to ja najlepsza orientacja w terenie, zgubiłam się... I to jak się zgubiłam! Wylądowałam na 3 piętrze czyli tam gdzie mnie nie powinno być, a jako że jestem ze Slytherinu i mam ogromną wścibskość zamiast się wycofać to brnęłam dalej korytarzem zakazanym. Tym sposobem dotarłam do jakiś drzwi które jak się okazało były uchylone. Jak na Shafiq przystało zajrzałam do środka i ujrzałam profesora Quirrella, który próbował ujarzmić wielkiego TRÓJGŁOWEGO psa! Pierwsza myśl jaka mi przyszła do głowy to po cichu się wycofać no, ale jak pech to pech i jedna z głów wielkiego psa mnie zauważyła, a z nim podążył wzrok profesora od obrony przed czarną magią. 
- P-p-p panna S-s-s Shafiq! C-c-c o p-p-p pani t-t-t tutaj r-r-r robi ?! 
- J-j-j ja - z tego wszystkiego sama zaczęłam się jąkać - z-z-z zgubiłam się. 
Profesor pociągnął mnie za ramię i wyprowadził na korytarz, widząc owe stworzenie nogi dosłownie przyrosły mi do ziemi.
- N-n-n nie w-w-w wolno t-t-t tutaj p-p-p pani b-b-b być j- jestem z-z-z zmuszony o-o-o odjąć p-p-p pani 30 p-p-p punktów i p-p-p proszę n-n-n nikomu o t-t- tym n-n-n nie m-m-m mówić n-n-n nie chcemy w-w-w wywołać p-p-p paniki w s-s-s szkole. 
Kiwnęłam głową na znak, że zrozumiałam i czym prędzej uciekłam stamtąd. Dopiero będąc na schodach zaczęłam trzeźwo myśleć. 
Po pierwsze w szkole jest wielki trzygłowy pies. 
Po drugie profesor Quirrell próbował się do czegoś dostać. 
Po trzecie ten pies czegoś bronił wnioskuje to po dwóch rzeczach po jego agresywności i po klapie na której stał.
Po czwarte wiedziałam, że nikt mi nie uwierzy w to co zobaczyłam, więc wolałam się nie odzywać, ale postanowiłam sama przeprowadzić śledztwo. 
Po piąte właśnie schodami idzie jakaś Krukonka i muszę ją zapytać gdzie znajdę mojego brata. 
- Cześć! Przepraszam, ale czy zaprowadziłabyś mnie do waszego pokoju wspólnego ?
Dziewczyna popatrzyła na mnie z wyższością, a następnie na moją szatę gdzie widniał herb Slytherinu. Zanim zdążyła się odezwać zrobiłam to jako pierwsza;
- Szukam mojego brata, nic więcej. 
- Jak Twój brat się nazywa ? 
- Taylor Shafiq.
- Tay to Twój brat ? - zapytała zdziwiona, a po tym jak go nazwała wnioskuję, że się znają i to bardzo dobrze. - Wspominał, że jego młodsza siostra uczy się tutaj, ale nie sądziłam, że jesteś Ślizgonką.
-Taa nikt się tego nie spodziewał. Widocznie Taylor się wstydzi gdzie trafiłam skoro nie wiedziałaś w jakim jestem domu. 
- Coś Ty! Cały czas o Tobie mówił. 
Obgadując mojego brata szyliśmy korytarzami Hogwartu. Penelopa, bo tak miała na imię owa Krukonka, jak się okazało bardzo ale to bardzo przyjaźni się z moim bratem. 
Kiedy wspięłyśmy się na 7 piętro, moja towarzyszka kazała mi poczekać, a sama poszła zawołać Taylora. 
Teoretycznie powinnam być zaskoczona tym, że kołatka zadała pytanie Penelopie, ale z opowieści mamy doskonale o niej wiedziałam. 
Jak się okazało mój brat kazał chwilę za sobą czekać, co mnie zaniepokoiło w końcu musiałam jeszcze odrobić lekcje, a kolacja była co raz bliżej. 
Nagle drzwi się otworzyły, a w nich stał mój brat z wielką paczką dla mnie. 
- Cześć młoda! 
- Cześć bracie, który zapomina powiedzieć siostrze, że ma dziewczynę! 
- Domyślam się, że Penelopa jest tą dziewczyną ? Niestety, ale nie tylko się przyjaźnimy. 
- Jasne i tak Ci nie uwierzę, - wyszczerzyła zęby w jego stronę. 
- Postaraj się chociaż nie mówić o tym rodzicom dobrze ? 
- Hmm a co z tego będę miała. 
- Wychodzi już z Ciebie ta ślizgońska natura - zaśmiał się - podczas przerwy świątecznej będę ścielił za Ciebie łóżko. 
- Dobra mi to pasuje. A Taylor mam do Ciebie jedno pytanie.
- Tak ? 
- Czy istnieje trójgłowy pies ? - oczywiście, że istnieje przecież przed chwilą go widziałam - pomyślałam.
- Pierwszy raz o czymś takim słyszę, ale zapytaj Hagrida on się zna na zwierzętach. W ogóle skąd wziął Ci się trójgłowy pies ? 
- Wiesz dużo czytam i w dziejach Hogwartu coś takiego się pojawiło. 
- Hmm jak w dziejach Hogwartu to może dyrektor by coś wiedział. 
- Myślę, że w bliższych stosunkach jestem z Hagridem. 
- Dobra leć mała, bo zaraz trzeba iść na kolację, a przecież musisz zejść do lochów. 
Idąc już samotnie do dormitorium cały czas myślałam czego mógł pilnować ten pies i dlaczego Dumbledore o tym nie wspomniał. Po uczcie chciałam również podejść do Hagrida i zapytać czy czegoś nie wie. 
Kiedy dotarłam do pokoju wspólnego Pansy wypytywała gdzie byłam i co to za przesyłka nie musiałam tego robić, ale jej powiedziałam, bo i tak nie było to tajemnicą. 
Sama udałam się do dormitorium i otworzyłam paczkę gdzie były: 

- list
- zdjęcie rodziców na którym robią głupie miny
- moje ulubione słodycze
- ciepłe kapcie, które tak kocham zimą 
- nowa obroża dla Żaberta oraz smakołyki dla niego

Korzystając z okazji, że jeszcze jestem sama i mam spokój postanowiłam odczytać list; 

Jako, że jestem głową rodziny to zacznę. (Mama się trochę przez to złości ale to nie ma znaczenia)
Mam nadzieję, że dobrze się bawić, bo my bez was bardzo dobrze. Ok nie jest to do końca prawda mimo iż dobrze się bawimy to bardzo za wami tęsknimy. Nie mam z kim grać w Quidditcha! Nie ma ze mną przy kawie Żaberta. Nie ma kto mi robić kawałów do pracy. Generalnie jest słabo bez was i nie mogę doczekać się świąt. Mam dla Ciebie niespodziankę i to nie świąteczną. W pracy mamy dosłownie koszmar, bo każdy myśli, że nas departament nic nie robi i przez to musimy wykonywać jeszcze więcej pracy! Mówię Ci nie pracuj nigdy w Ministerstwie (mam nadzieję, że nikt nie przechwyci sowy, bo bym miał mówiąc młodzieżowo przesrane w pracy) 
Całuski Tata! 

Nie słuchaj taty w ministerstwie mają dobrą pracę. Zresztą teraz to nie ważne, bo jeszcze się uczysz i z tego co piszesz idzie Ci to bardzo dobrze. Nawet nie wiesz jaka jestem z Ciebie dumna. Mam nadzieję, że ubierasz się ciepło i nie siedzisz po nocach nad książkami! Pamiętaj żeby teraz kiedy jest zimni dużo jeść. O nie! znowu wychodzę na tą sztywną... Następnym razem muszę powiedzieć tacie aby prawił morały (tak wiem nie umie tego). Noc Duchów bez was to nie to samo, mam nadzieję, że Ty też tęsknisz za nami. Przesyłam Ci zdjęcie żebyś nas nie zapomniała. 
Kocham Cię mama.

Czytając ten list uświadomiłam sobie, że mam najlepszych rodziców na świecie. Niby o tym wiedziałam, ale nigdy o tym tak nie myślałam, prawie 2 miesiące poza domem robi swoje. 

Wieczór 31 października nadszedł szybciej niż bym się tego spodziewała. W mojej rodzinie noc duchów obchodzona jest poprzez wspominanie przodków. Zawsze, a bynajmniej od kiedy pamiętam, dziadkowie przyjeżdżali do nas z grubym albumem zdjęć, a mama przygotowywała stosy dyniowych pasztecików; lecz tym razem miało być inaczej.
Moje pierwsze święto duchów w Hogwarcie!
Wychodząc z pokoju wspólnego już czułam zapach pieczonej dyni. Do Wielkiej Sali szłam ramię w ramię z Dafne i Blaise, jak tak o tym myślę to waśnie oni są moimi najlepszymi znajomymi tutaj. 
Kiedy weszliśmy do pomieszczenia zauważyliśmy tysiące nietoperzy, które latały nad stołami, albo zwisały z sufitu. Wszystkie dekoracje oraz nietoperze robiły wspaniały klimat, któremu nie trudno było się oprzeć. Przy stole każdy siedział z wielkim uśmiechem na twarzy. Kiedy dyrektor życzył każdemu pysznej uczty i udanej nocy duchów przed każdym pojawiła się złota zastawa taka jak przy rozpoczęciu roku. Stół był pełen jedzenia i można by rzec, że się pod nim uginał. I tylko jedna rzecz mogła to popsuć, a mianowicie profesor Quirrell, który zdyszany wbiegł do Wielkiej Sali krzycząc że troll jest w lochach. O dziwo przy tym się nie jąkał! I sama nie wiem czy to przez strach czy przez to, że chwilę później zemdlał. 
Na sali panowało wielkie zamieszanie i Dumbledore nie mógł dać sobie rady, więc wystrzelił ze swojej różdżki kilka purpurowych iskier, a wszyscy nagle ucichli. 
- Perfekci! Zaprowadzić swoje domy do dormitoriów - krzyknął 
Wszyscy cisnęli się i przepychali nie można było spokojnie przejść nie zostając przy tym popchnięty lub nadepnięty. 
Nurtowało mnie to jak mogą zaprowadzać nas do lochów skoro tutaj jest troll ? Czy naprawdę dyrektor o nas nie pomyślał ? 
Kiedy już miałam wchodzić do pokoju wspólnego zauważyłam ruch na końcu korytarza. No i znowu ciekawość wzięła górę i czmychnęłam bokiem tak aby nasz perfekt mnie nie zauważył. 
Niestety tym ruchem nie okazał się troll, a Harry Potter i Ron Weasley. Postanowiłam za nimi podążyć w końcu musieli mieć jakiś powód aby tutaj być. Ku mojemu wielkiemu przerażeniu troll był tak wielki, że aż sięgał sufitu. Przeraziłam się nawet bardziej niż przy trójgłowym psie. Nagle echem poniósł się krzyk Hermiony Granger co oznaczało, że jest w niebezpieczeństwie. Oczywiście bez zastanowienia pognałam w jej stronę. Jak się okazało wspaniałomyślni Weasley i Potter zamknęli trolla razem z Hermiona w jednej łazience. 
Akcja rozegrała się tak szybko, że nawet nie wiem kiedy znalazłam się przy Granger i objęłam ją ramieniem w czasie gdy chłopacy próbowali poradzić sobie z potworem. Jak się okazało dzisiejsze zajęcia z zaklęć na coś się przydały, ponieważ Ron załatwił trolla jego własną bronią czyli podniósł maczugę zaklęciem „Wingardium Leviosa”. 
Salwę naszych zachwytów przerwało przybycie profesor McGonagall, profesora Snape oraz profesora Quirrella. 
- Czy wyście oszaleli ?! - zagrzmiała pani profesor - Mogliście zginąć! To dorosły górski troll. 
- Pani profesor, bo oni próbowali mnie ratować... ja ja myślałam, że sama poradzę sobie z tym trollem. 
Po jej słowach każdy był w szoku łącznie z nauczycielami. 
- Czy panna Shafiq też pomyślała, że sama poradzi sobie z trollem ? - wtrącił nagle Snape.
- Ja znalazłam się tutaj przypadkiem - aż sama zdziwiłam się moją pewnością w głosie. - mieszkam dwa zakręty stąd jak pan profesor wie i wchodząc już do pokoju wspólnego usłyszałam krzyk i postanowiłam sprawdzić co się dzieje. 
Pierwszy raz profesor Snape gromił mnie wzrokiem, aż pomyślałam, że moja taryfa ulgowa właśnie teraz się skończyła, 
- Mieliście więcej szczęścia niż rozumu, każde z was dostaje po 5 punktów dla Gryffindoru - zwróciła się McGonagall do Harrego i Rona - panna Granger traci 5 punktów. A co pan uważa profesorze ? 
- Skoro panna Shafiq znalazła się tutaj przypadkiem to nie powinna dostać żadnych punktów. 
Z jednej strony doskonale rozumiałam dlaczego tak postąpił, ale z drugiej strony to tylko 5 punktów i to dla jego domu, więc dlaczego mi ich nie dał. 
Odchodząc z miejsca zdarzenia nie zamieniłam nawet słowa z trójką gryfonów, po prostu każdy poszedł w swoją stronę. 
Jak się obawiałam całe jedzenie trafiło do pokoju wspólnego i teraz każdy tam siedział i zajadał się dyniowymi pysznościami. Chciałam zapomnieć o tym co miało miejsce przed chwilą, więc wtopiłam się w tłum, zebrałam jedzenia tyle ile zdołałam unieść i poszłam do moim znajomych, którzy jak się okazało nie zauważyli mojego zniknięcia. 
Noc Duchów spędziliśmy z naszym rocznikiem na opychaniu się pysznościami i opowiadaniu sobie strasznych historii. 
Myślę, że mimo wszystko to był jedna z lepszych Nocy Duchów w moim życiu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

16. czekoladowa żaba

  Było już tak gorąco, że pokochałam lochy. Jedyne miejsce w całym zamku gdzie nie było duszno. A już jutro rozpoczynają się nasze pierwsze ...