czwartek, 1 sierpnia 2019

9. czekoladowa żaba

Trójgłowy pies nie dawał mi spokoju, do tego ten troll w lochach, który nie wiadomo jak znalazł się w szkole.
Z powodu braku czasu nie mogłam udać się do Hagrida, aby dowiedzieć się czegoś więcej. Razem z rozpoczęciem się listopada, rozpoczęły się również treningi do Qudditcha, a już niedługo miał odbyć  się pierwszy mecz w którym i tak pewnie nie zagram, ale Flint kazał przychodzić mi na treningi i latać wraz z nimi.
Po pierwszym treningu wróciłam w błocie od stóp do głów, zostawiając za sobą ślady moich butów.
- A panna Shafiq zapomniała chyba o szlabanie. - nie wiadomo skąd  na mojej drodze pojawił się profesor Snape.
- Panie profesorze ja nawet nie pamiętam jak mam na imię.
- Wracasz z treningu ?
- Nie z polowania na mnie przez tłuczek - pomyślałam - Tak panie profesorze - odpowiedziałam
- Dobrze idziesz się przebierz, a później do woźnego Filcha, aby posprzątać ten bałagan, który zrobiliście.
- Czy to jest mój szlaban ? - zapytałam z nadzieją w głosie.
- Tak - mruknął i odszedł.
Przyśpieszyłam kroku i po chwili znalazłam się pod ścianą do pokoju wspólnego.
- Czysta krew - nic żadnych drzwi - czysta krew - nadal nic.
Biednemu zawsze wiatr w oczy czy naprawdę właśnie dzisiaj musieli zmienić hasło ? Dlaczego dzisiaj nie przeczytałam ogłoszeń. Ze wściekłością kopnęłam w ścianę.
- Co Shafiq hasła nie znasz ? - z szyderą w głosie odezwał się Malfoy.
- Czy ktoś inny nie mógł mnie uratować ?
- Ha! nie to nie, a chciałem pomóc naprawdę kiepsko wyglądasz.
Posłałam mu jedno z moich morderczych spojrzeń.
- Gdybym nie był Malfoyem to może bym się wystraszył - zaśmiał się
- Podaj po prostu to hasło.
- "Brudna szlama".
Na ścianie pojawiły się drzwi, a ja nie czekając za Draco pognałam do dormitorium.
Z butami pod pachą przebiegłam przez pokój wspólny, który jak zwykle wypełniony był Ślizgonami. 
Będąc w łazience wszystkie brudne szaty wrzuciłam do kosza i weszłam pod prysznic. Kiedy pierwsze krople gorącej wody spadły na moje ciało poczułam ulgę. Wiedziałam, że nie mam dużo czasu, więc zamiast delektować się chwilą wyskoczyłam z łazienki, przebrałam się w coś czystego i ruszyłam do kantorka.  Przechodząc przez pokój wspólny zaczepił mnie Blaise. 
- Pomożesz mi przy transmutacji ? To bardzo ważne. 
- Przykro mi poproś kogoś innego. 
- Nie bądź taka, to zajmie tylko chwile.
 - Poproś Dafne lub Draco ja muszę lecieć na szlaban. 
- Szlaban ?
 - Później Ci wytłumaczę. 
Wychodząc z lochu trafiłam na Terenca i Flinta. 
- Ściągnąć buty! 
- O co Ci chodzi ?
- Błoto nosicie matoły.
 - Od czegoś mamy woźnego - prychnął Flint. 
Popatrzyłam błagalnym wzrokiem na Terence bo wiedziałam, że tylko on może mi pomóc. Na szczęście zrozumiał. 
- Dobra Marcus ściągaj. 
- Mam szlaban i muszę to wszystko po sprzątać. Chociaż tyle mi pomóżcie i nie noście dalej. 
- Niech Ci będzie. 
Byłam jednocześnie w szoku i dumna. Nie sądziłam, że uda mi się ich nakłonić na ściągnięcie butów. Może wreszcie zaczną na mnie zawracać uwagę podczas treningów. 
- Długo kazała pani na siebie czekać - przed schowkiem czekał na mnie profesor Snape i Filch. 
- Przepraszam panie profesorze, ale hasło do pokoju wspólnego zostało zmienione. 
- Nie ważne. Pan Filch wszystko pani wytłumaczy. Ja wrócę za godzinę i cały hol aż do lochów ma lśnić.
- Tak jest panie profesorze. - uśmiechnęłam się miło. 
Po dostaniu bardzo jasnych instrukcji od woźnego wzięłam się za robotę, zaczynając od wejścia. Przeklinałam w myślach każdego kto szedł dzisiaj tą trasą i wniósł chodź grudkę błota. Myślami będąc daleko poza Hogwartem praca szła mi szybciej. Do pierwszego meczu Quidditcha został tydzień a do świąt Bożego Narodzenia miesiąc. Szczerze mówiąc odliczam już dni do obu tych wydarzeń. Bardzo tęsknie za rodzicami, to nasza najdłuższa rozłąka i zaczyna mi to bardzo ciążyć. 
Kiedy połączyłam fakty Boże Narodzenie - Rodzice uświadomiłam sobie, że nie mam żadnego pomysłu na prezenty dla nich. Chodząc do mugolskiej szkoły nie miałam takiego problemu bo zawsze robiło się jakieś laurki, choinki i inne takie, które można dać rodzicom a oni uznają to za najwspanialszy prezent. Dla mojego rodzeństwa również nie mam prezentu, ale myśle że słodyczami się zadowolą. 

***

Akurat kończyłam mycie podłogi przy ścianie prowadzącej do naszego pokoju wspólnego kiedy na korytarzu pojawił się profesor Snape. 
- Mam nadzieje, że już się nie spotkamy na karze panno Shafiq - mruknął rozglądając się po podłodze. 
- Niestety nic nie mogę obiecać profesorze, zna pan moje „szczęście" pojawiania się w nieodpowiednich momentach... 
Przypomniałam sobie noc duchów kiedy prawie stanęłam oko w oko z dorosłym górskim trollem. 
- Wracaj do swojego dormitorium. Dobranoc. 
Ani nie skomentował mojej wypowiedzi, ani nie powiedział, że dobrze zrobiłam karę po prostu odwrócił się i zniknął za rogiem. 
Pomyślałam, że nie jest jeszcze aż tak późno a prace domowa na jutro już mam zrobiona, więc pójdę porozmawiać z Hagridem o trójgłowym psie. 
Wyszłam na błonia i od razu pożałowałam, że nie wzięłam szaty wyjściowej z dormitorium. Nie zrobiłam tego, ponieważ wiedziałam że jak tam wejdę to już dzisiaj nie wyjdę. 

Przyspieszyłam kroku aby już po chwili znaleźć się przed drewnianymi drzwiami starej chaty. 
- Dzień dobry Hagridzie - przywitałam się uśmiechając się serdecznie do olbrzyma. 
- Anastazja, dawno żeśmy się nie widzieli. Wchodź. 
- Napijesz się czegoś ? 
- Herbaty bym prosiła, strasznie dzisiaj zmarzłam. 
- Oglądałem przez lornetkę twoje poczynania na dzisiejszym treningu. 
Kiedy Hagrid przygotowywał herbatę, ja opowiadałam mu o treningach w drużynie Slytherinu. 
Zastanawiałam się również czy gajowy nie jest tutaj samotny. Siedzi sam w tej chatce bez przyjaciół i znajomych którzy by go odwiedzali aż dziwne że jeszcze nie oszalał. 
- Znasz się trochę na magicznych stworzeniach prawda ? 
- Cholibka no coś tam wiem, ale wy chyba jeszcze nie macie opieki nad magicznymi stworzeniami prawda ? 
- Nie mamy, ale chciałabym się dowiedzieć czegoś o pewnym zwierzęciu. 
- Tak ? - zachęcił mnie gajowy 
- Jest to pies z tym, że ma trzy głowy... 
- Skąd wiesz o Puszku ?! 
Poderwał się na równe nogi Hagrid. 
- O Puszku ? Pies który mógłby mnie zjeść na podwieczorek wabi się Puszek ?! 
- Sam go tak nazwałem, ale skąd o nim wiesz ? 
- Przypadkiem znalazłam się na trzecim pietrze i bardzo zaciekawił mnie wątek psa o trzech głowach. 
- Pożyczyłem go Dumbledorowi aby pilnował...
- Czego może pilnować pies w szkole ? 
- Nic nie mogę Ci powiedzieć to sekretne sprawy Hogwartu 
- I tak się dowiem - mruknęłam do siebie - mógłbyś mi coś więcej o nim opowiedzieć ? Kiedy go karmisz to każdy z pysków jest głodny czy tylko jeden ? 
Na początku Hagrid nie chętnie odpowiadał na moje pytania, ale kiedy zauważył że naprawdę interesuje mnie pies a nie to co strzeże to sam zaczął opowiadać. 
Jak się dowiedziałam Hagrid otrzymał psa w zeszłym roku od pewnego Greka, którego spotkał w Dziurawym Kotle. Puszek oraz reszta jego gatunku naturalnie występuje w Grecji i najprawdopodobniej w Wielkiej Brytanii jest on jedyny. Jego ulubionym przysmakiem jest mięso także miałam racje, że mógłby mnie zjeść na podwieczorek. Podobno słucha tylko Hagrida i Dumbledora. 
Nawet się nie zauważyłam kiedy na zegarze wybiła 21 i musiałam czym prędzej wracać do zamku. Z dreszczem na plecach przebiegłam odległość między chata gajowego a drzwiami do zamku. Kiedy znalazłam się w środku zwolniłam kroku i starałam się znormalizować oddech.  
Przechodząc obok klasy na parterze usłyszałam czyjaś kłótnie. Przystanęłam na chwile aby skupić się na głosach. 
- S-s-s stra-a-ara-a-am się m-m-mistrzu. - od razu rozpoznałam głos profesora Quirrela 
- Za mało! - szepnął innym głos od którego przeszedł mnie dreszcz, był to głos zimny, potężny i przenikający. 
- D-d-d do-o-ob-b-brze
Po minucie cieszy z sali wybiegł profesor na szczęście mnie nie zauważył, kiedy zerknęłam do sali nikogo w środku nie było. Kolejna zagadka, która będzie mnie nurtowała przez najbliższy czas. 

Przy ścianie prowadzącej do pokoju wspólnego Slytherinu spotkałam Pansy i Milicente, które bardzo zaciekawiły się moim rzekomym zniknięciem i tym dlaczego nie jestem przygotowana do zajęć z astronomii. Walnęłam sobie mentalna piątkę w czoło, przecież dzisiaj była środa czyli o północy zaczynały się zajęcia! 
Udałam się z moimi koleżankami do naszego dormitorium i powtórzyłyśmy sobie na szybko poprzednie zajęcia a o 23:30 udaliśmy się w stronę wieży astronomicznej. 
Nie ma nic bardziej interesującego niż oglądanie nieba o północy, szczególnie kiedy są chmury deszczowe na niebie. Nasza nauczycielka profesor Sinistra uważała, że to niczemu nie przeszkadza, wręcz przeciwnie doskonale sprawdzi naszą orientacje na niebie. Byłam beznadziejna z astronomii przy czystym niebie a przy zachmurzonym szło mi jeszcze gorzej. Dzięki mnie straciliśmy dzisiaj 20 pkt, ponieważ wciąż źle podawałam położenia planet. 
Po godzinie męczarni mogliśmy wrócić do naszych dormitoriów i położyć się spać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

16. czekoladowa żaba

  Było już tak gorąco, że pokochałam lochy. Jedyne miejsce w całym zamku gdzie nie było duszno. A już jutro rozpoczynają się nasze pierwsze ...